Chrzest Święty Liliany || Jak zorganizować chrzciny?

Pierwsza uroczystość Lili za nami – chrzest. To się działo tak szybko, że nawet nie zauważyłam kiedy nadszedł ten dzień. Wszystko wyszło cudownie, starałam się zadbać o najmniejszy szczegół, ale może od początku?

Z dnia na dzień postanowione – organizujemy chrzciny. Niby oczywiste, ale kilka decyzji po drodze musieliśmy podjąć i to dość szybko. Między innymi pojawiało się pytanie czy robimy dużą czy małą uroczystość. Kilka razy dziennie zmienialiśmy zdanie – stanęło na dużych. Jak już robić, to robić. Niech będzie pamiątka. W końcu pierwsze nasze dziecko, pierwsza okazja do świętowania i dla niektórych, pierwsze spotkanie z Lili.
Od czego zacząć organizację? Na czym się skupić? O czym nie zapomnieć? Po pierwsze – kościół i wszelakie załatwienia (sprawdzenie kiedy i jak odbywają się msze chrzcielne, nauki, a także miejcie na względzie fakt, iż jeśli nie jesteście małżeństwem to mogą niektórzy Wam utrudniać, a nawet odmawiać udzielenia sakramentu, spowiedź).

Po drugie trzeba wybrać miejsce, do którego zaprosimy naszych gości na poczęstunek. Może to być dom, jak i restauracja. My postawiliśmy na restaurację Stara Łaźnia w Lubartowie. Trafiliśmy tam przypadkiem jak chcieliśmy zjeść obiad w wolnej chwili i jedzenie okazało się strzałem w 10! A organizacja samego chrztu też super. Większość spraw dogadywał M., ale nie było z niczym problemu – lokal ładny, elegancki, obsługa profesjonalna, dużo miejsca, a przede wszystkim smaczne jedzenie. Jeśli mnie ktoś zna (dobrze zna), to wie, że dla mnie takie detale jak np. kwiatki nie są obojętne. Postawiliśmy na białe goździki, które wyglądały skromnie, ale efektownie, dopełniając całość.
Kolejną sprawą jest wybranie chrzestnych i poproszenie ich o to w miarę wcześnie. Postanowiliśmy wyróżnić ich małym elementem jakim jest inne zaproszenie niż wszystkich. Nasze były robione ręcznie i prezentowały się następująco:

Myślę, że jest to drobna rzecz, która cieszy i pokazuje, iż są to dla nas bardzo ważni goście.

W chwili kiedy miałam wybrać zaproszenia, aż żałuję, że wzięłam się za to z tak wielkim opóźnieniem. Gdybym tylko obejrzała się za nimi wcześniej, to prawdopodobnie zamówiłabym je na allegro. Znalazłam tam naprawdę fajne wzory. Na instagramie wpadłam też na drukarnie zajmujące się ową dziedziną i zaproszenia naprawdę robiły wrażenie, ale nie było czasu już na moje ‚wymysły’.
Kocham tworzyć wspomnienia, uwieczniać je na zdjęciach lub video. Sprawia mi to ogromną frajdę i wywołuje uśmiech na mojej twarzy. To jest tak cudowne uczucie wracać do tego co było. Oglądać zdjęcia i przypominać sobie różne historyjki. Suma sumarum, na chrzcie nie mogło zabraknąć tego elementu. Zdjęcia być musiały. W końcu dziecko chrzci się tylko raz. A więc część zdjęć, które tu widzicie jest autorstwa @aubriyphoto, część jest moja, a część od siostry ciotecznej. 
Elementem bez którego nie wyobrażam sobie tego przyjęcia jest oczywiście TORT. Bez tortu się nie liczy, hm? 😉 A tak serio, to nieskromnie mówiąc nasz był P – R – Z – E – P – I – Ę – K – N – Y. Moje wymagania – piękny, jasny, biały, gładki, okrągły, lekki w smaku, z żywymi kwiatami. I.. udało się. Pytałam się na instagramie o jakieś polecenia, dostałam ich trochę (za co Wam dziękuję), jednak wybór padł na torty, które wpadły mi w oko na facebooku. Zrobiła mi je Pani z fb – Ciasteczka i torty na chrzest/wesele/urodziny. Nasz tort był śmietanowo – malinowy. Na wierzchu miał idealnie zrobiony tynk, dreep jasnoróżowy, żywe kwiaty oraz misie. Dodatkowo na torcie pojawił się topper od @drewniakowelove, który wykorzystam jeszcze do albumu z chrztu, który czeka aż go uzupełnię zdjęciami.

Ubranko.Mało by brakowało a zapomniałabym o tym akapicie, a przecież dziecko trzeba jakoś ubrać. Jakoś… hm.. złe określenie. Elegancko, na jasno, pięknie. Lili miała sukieneczkę z lamere.pl(która tak btw nazywa się LILI), do tego buciki oraz kokardki z @butterflykids. Na wierzch miała  jasnoszary sweterek i czapkę. Dodatkowo była owinięta kocykiem. 

Aby dopełnić conieco wystrój, to na stołach, przy każdym gościu stał wózeczek wraz z lindorem w środku. Uważam to za miły gest i mam nadzieję, że również naszym bliskim się podobał. Wózeczki zamawiałam na allegro (przyszły na drugi dzień, także super szybka dostawa). 

Jako, iż jestem sentymentalną osobą, wszelakie pamiątki są mile widziane. Zamówiłam album na stronie empiku, do którego jak już wyżej wspomniałam użyję toppera. W albumie prosiłam o podpisy gości co będzie go dopełniało. Jak go zrobię, to myślę, że Wam pokażę. Póki co stała wymówka – brak czasu.

Był to naprawdę udany dzień. Lili była bardzo towarzyska i spała kilkanaście (dosłownie) minut w ciągu całego przyjęcia. Na mszy to tylko poprawialiśmy jej buciki, bo bardzo szybko zlatują jej z nóg (chyba woli boso „kroczyć” przez świat), a o śnie nie było nawet mowy. Obawiałam się trochę jej reakcji na polewanie główki, że będzie krzyk, ale nie, nic z tych rzeczy. Dopiero pod koniec mszy miała dość (jak również i inne dzieci), a więc ksiądz przerwał ogłoszenia i powiedział, że dokończy za tydzień – w końcu dzieci są najważniejsze tego dnia. 

Cieszę się, że w końcu to zebrałam w całość. Ciężko mi było się zebrać, z resztą, laptop potrafi kilka dni przeleżeć sobie niewłączany, bo nie mam na to czasu. Mimo wszystko tym co mnie tu jeszcze odwiedzają bardzo dziękuję i do następnego wpisu! 

*zdjęcia są autorstwa @aubriyphoto, siostry ciotecznej oraz mojego 

komentarze 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *